Autor Wątek: Galopada przez najlepsze tytuły na PSXa  (Przeczytany 3222 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Kuerti

  • Nowy Forumowicz
  • *
  • Wiadomości: 4
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
    • http://pk4.pl
Galopada przez najlepsze tytuły na PSXa
« dnia: Październik 14, 2007, 12:10:03 »
Przyznam szczerze, że gracz ze mnie jest taki sobie. Namiętnie od kilku lat gram w kolejne odsłony Pro Evolution Soccer, wcześniej na moment wsiąkłem w PSXa, ale jaki intenstywny był to moment...  ;)

Ostatnio postanowiłem zrobić sobie krótką galopadę przez historię gier na konsole Sony, zaczynam właśnie od PSXa. Dzięki allegro powróciłem do starych, dobrych czasów i odświeżyłem sobie kilka tytułów, do których mam ogromny sentyment. Może kogoś zainteresuje taki skok w przeszłość i sam zechce dopisać swoją historię?

Pierwszą grą, po którą sięgnąłem było Tenchu: Steath Assasins. Symulator ninja. Cudowna gra, nigdy nie byłem namiętnym graczem, ale to właśnie przy tej grze zdarzało mi się przesiadywać do rana. Sama konstrukcja rozgrywki, ciche zabójstwa i ten wciągający klimat potęgowany przez kapitalną muzykę, muzykę przez duże M, nie pozwalały żeby odejść od pada. Nawet teraz w dobie nexgenów... Jak dla mnie absolutny klasyk, must have, przez duże M i duże H :) .

Dalej było Gran Turismo, znudzony nieco częścią 3 i 4, w które nie grałem za dużo miałem nadzieje, że powrót do korzeni na nowo rozpali we mnie ten ogień, który zapłonął dawno temu. Ech to były czasy, gra bez memorki i jeżdzenie pół dnia na tych samych wyścigach żeby tylko kupić sobie Vipera... No i znowu, gra ma klimat, klimat starych czasów, taki którego nie da się odnaleźć grając w najnowsze produkcje, to chyba przychodzi z czasem, bo wszystko przecież staje się oldschoolem... Przeszedłem jedynkę i chyba nie kupię już 2 części, jeśli już, to może najnowszą część na PS3 (jak sobie najpierw kupie konsole...).

Colin McRae Rally
. Pamiętam, że kiedyś pograłem nieco i mnie odrzuciła ta gra. Za to namiętnie zagrywałem się w część 2. Ile to razy przejeżdzałem pierwszy odcinek w rajdzie Finlandii? Setki jak nie tysiące razy. Chyba sprzedam jedynkę i kupię 2, bo taką grę warto mieć w swojej kolekcji.

Kiedyś przeszedłem tą okropną grę. Ale grałem na solucji, nie pamiętałem już zbyt wiele i bardzo dobrze... Bo obcowanie z tym tytułem to przeżycie, to chyba właśnie to coś, czego oczekuje od gry, zagłębienia się w jej świat i przeżycia tego, co dzieje się na ekranie. A Silent Hill zwyczajnie mnie pochłonął, pożarł, przeżuł i porzucił zdezorientowanego. Bałem się w to grać, chciałem jak najszybciej skończyć ten koszmar, żeby więcej tam nie wracać... Cudowne uczucie, rozdarcie między chęcią gry, a rzuceniem jej gdzieś głęboko w kąt, żeby już więcej nigdy jej nie oglądać.

A przecież są jeszcze 3 części, nie chcę w to grać, mimo, że grę skończyłem 2 miesiące temu to nadal boję się tego chorego miasteczka, ale chęć przeżycia na nowo tego koszmaru chyba zwycięży...

Drivera kupiłem trochę przypadkiem, niska cena, promocja rzec można. Dostałem paczkę, odpaliłem grę.. i chyba to nie jest to. Gra nie wytrzymuje czasu, albo za mało jej poświęciłem czasu. Na razie stoi na półce. A szkoda, bo zacny to tytuł. Dziesiątki godzin spędziłem i przy jedynce i przy dwójce.

Kolejny nieco rozczarowujący tytuł to Medal of Honor 2. Jedynka to klimat. Jedynka jest niesamowicie grywalna, nawet teraz. Ale 2? Jakoś tak nudno, w dodatku animacja skacze. Zaciąłem się w połowie i nie mam ochoty na dalszą grę.

Powoli zbliżam się do końca mej listy... Duke Nukem: Time to Kill. Kiedyś wydawało mi się, ze to naprawdę dobra gra. Teraz widzę jej wszystkie braki, i nie chodzi tu o grafikę. Duke porusza się tak jakby chciał a nie mógł. Sterowanie jest fatalne. Ale gra nadal ma w sobie to coś, na razie udało mi się pokonać tylko jeden level, ale na pewno wrócę do tej gry.

Na koniec zostawiłem sobie Metal Gear Solid, postawię tą grę obok Tenchu i Silent Hilla jako wielką trójce PSXowych gier. Przyznam się szczerze, że pierwszy raz grałem kilka miesięcy temu. Z razu niemrawo, jakoś nie mogłem się wciągnąć, ale jak już się wciągnałem to do końca! Sama historia jest banalna, ale sposób jej opowiedzenia, gra to czy film interaktywny? To wszystko robi niesamowite wrażenie. Cudowny tytuł.

Czycham jeszcze na drugą część Tenchu, no i tu mi się pomysły kończą. Może jakiś Final Fantasy? Może Vagrant Story? Resident Evil? Parasite Eve? Nic więcej nie przychodzi mi na myśl. Polecicie coś? Może właśnie w formie takich retrospekcji?
it's crazy...

sialala

  • Gość
Odp: Galopada przez najlepsze tytuły na PSXa
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 05, 2007, 18:23:50 »
pierwszy Resident Evil.

obowiazkowo Final Fantasy VII (sam nigdy nie przeszedlem, ale ogladalem jak znajomy przechodzil i obaj ryczelismy jak bobry podczas... sami wiecie ;))

Ridge Racer ktorys - ja kocham ta serie i RR7 wciagnal mnie jak bagno swego czasu i teraz przechodze go od nowa (sa darmowe wyscigi do zassania z PSStore)

Parappa the Rapper - swego rodzaju protoplasta gier rytmiczno-muzycznych. mimo naiwnej dziecinnej oprawy - warto zagrac.

Wipeout ktorys - choc najlepszy jest pierwszy i trzeci IMO. ten soundtrack do tej pory nie ma rownych - swoja droga - sciagal ktos Wipeouta z PSStore? jak ze sciezka dzwiekowa? jak to wyglada graficznie? bo mam oryginalne Wipeouty, ale wygladaja... sami wiecie ;)

Crash Bandicoot - klasyka platformowek w 3D i ojciec chrzestny Jaka :)

Tekken - a skoro Tekken, to obowiazkowo czesc 3. grafika, ktorej PSOne nie mialo prawa wyswietlic. do tego renderowane filmiki i ta grywalnosc...

i to chyba tyle ode mnie ;)